|
Wstęp
O Marcinie
Kopie dokumentów
Jak możesz pomóc?
Kącik Foto
Podziękowania
Książka Gości
Kontakt e-mail
Jan Paweł II
(Karol Wojtyła)
Nadzieja zawiera w
sobie światło mocniejsze od ciemności, jakie panują w naszych sercach.
Numer konta:
Wpłaty prosimy kierować na konto:
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
nr konta: 75 1240 1037 1111 0010
0957 3199
Tytułem: darowizna na leczenie
Borowski Marcin Mateusz (7408)
Fundacje:

Konto Marcina w Fundacji Dzieciom

Warto
zobaczyć:


|
Rodzice o Marcinie i o walce z chorobą:
Prosimy aby zechcieli Państwo pochylić się nad słowami, które chociaż w
skrócie opisują co nas dotknęło. Bardzo krótko opisaliśmy ponad 4 lata
ciężkiej choroby naszego syna Marcina ale nawet i nieskończenie wiele
stron nie oddałoby wszystkiego przez co przeszedł Marcin. Jest takie
cierpienie i strach, którego nie da się opisać słowami.......
Byliśmy szczęśliwą rodziną aż do września 2005 r. Marcin, właśnie zaczął
naukę w I klasie I LO, jednym z najlepszych w Białymstoku. Przez tak
krótki czas zdążył zaskarbić sobie życzliwość nauczycieli i sympatię
kolegów. Wrażliwy na cudzą krzywdę, potrafiący wesprzeć innych swoją
pomocą i radą już w gimnazjum cieszył się zaufaniem kolegów. Proszony o
pomoc czy radę nigdy nie odmawiał. Przy okazji spotkań koleżanki nieraz
mówiły, że Marcin jest wobec nich szarmancki a koledzy żartowali, że jest
z niego super „korepetytor”.
Ale ...pewne symptomy w zachowaniu syna zaczęły nas niepokoić – zez na
jedno oko, drżenie prawej ręki i nogi, zaburzenia równowagi, czasem ból
głowy. Wizyty u lekarzy, badania trwały kilka dni i nagle rozpadł się nasz
świat. Stwierdzono guza mózgu. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas
czeka. Wiedzieliśmy, że konieczna będzie operacja, jednak nie
wiedzieliśmy, że najtrudniejsze będzie patrzeć na niewyobrażalne
cierpienie naszego syna.
Pomoc znaleźliśmy w Instytucie „Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka” w
Warszawie. W domu została ukochana siostra Marcinka Zuzia (4lata) z
babciami a my (tj. rodzice i Marcin) wyjechaliśmy do Warszawy. Na 9
miesięcy „zamieszkaliśmy” w szpitalu opiekując się synem. Niestety oprócz
strasznej diagnozy dodatkowo po operacji pojawiły się liczne komplikacje,
m.in. czterokończynowy niedowład, najpierw respirator a potem konieczna
była tracheotomia (nacięcie tchawicy bo Marcin nie mógł sam oddychać),
wstawienie zastawki (z powodu wodogłowia) i najgorsze - śpiączka (Marcin
nie reagował, był „jak roślina”). Z dnia na dzień, my rodzice tak bardzo
dumni z wchodzącego w dorosłość mężczyzny staliśmy się pielęgniarzami
chorego, bezwładnego ukochanego synka.
Na oddziale Onkologii syn poddawany był wielomiesięcznemu wyczerpującemu
leczeniu chemio- i radioterapią. Od początku z powikłaniami, infekcjami:
zapalenia płuc, oskrzeli, uszu, zakażeniami wirusami, grzybami,
przetaczaniem krwi, osocza, płytek itp., ogromną ilością kroplówek z
antybiotykami i innymi lekami, tak, że czasem brakowało doby na podanie
wszystkiego i oprócz dojścia centralnego tzw. browiaka syn musiał mieć
dodatkowe wkłucia (wenflony) chociaż jego żyły cały czas pękały. Co 2
godz. przez całą dobę Marcin był przewracany aby nie dopuścić do odleżyn.
Bardzo schudł, także dlatego, że karmiony był sondą żołądkową. Wypadnięcie
włosów nie zrobiło na nas już wrażenia.
Nasz syn był, ale tak, jakby go nie było. Wiele osób słyszało o śpiączce
ale niewielu tak naprawdę wie co to znaczy. My dzień po dniu modliliśmy
się z nadzieją, że się obudzi. Wspierali nas w tym czasie lekarze i
przyjaciele. Każdy dzień był walką z nowotworem i z kolejnymi
powikłaniami; a najtrudniejsze było to, że poza wysiłkiem, fizycznym -
minuta po minucie – podawaniem leków, przewijaniem, karmieniem, pomocy
przy zastrzykach, badaniach, czas był wypełniony potwornym niepokojem, czy
Marcin czuje ból; jak bardzo cierpi, może chce nam o tym powiedzieć,
krzyczy w duszy ale nie może nam tego przekazać? Wypatrywaliśmy bez
przerwy choćby drgnienia powieki, poruszenia palcem.
Po dziewięciu miesiącach wróciliśmy z Marcinem do domu, do ZUZI, która na
nas bardzo czekała. Siostra widziała, że jej kochany braciszek jest teraz
inny ale tak jak my wierzyła że będzie dobrze.
Po powrocie do domu z problemami zostaliśmy praktycznie sami. Wielokrotnie
jeszcze trafialiśmy do szpitali- nieraz kilka razy w ciągu miesiąca. Z
mężem na zmianę cały czas byliśmy przy Marcinie.
Czasem myślę, że
czekaliśmy na cud. I się zdarzył. Marcin po roku powoli zaczął odzyskiwać
świadomość.
Nieraz przez łzy żartowałam, że jest jak “Pudzian” albo Terminator
powracał do nas pokonując powoli wszystkie przeszkody. Nauczył się na nowo
mówić, obsługiwać lewą ręką telefon, komputer. Marcin był i jest ciągle
zależny od naszej pomocy (24 godz/dobę) bo sam nie może nawet obrócić się
w łóżku (wymaga ciągłego przekładnia, żeby uniknąć odleżyn), siedzenie
możliwe jest tylko w specjalnym wózku.
Niestety od września 2009 r. pojawiły się kolejne problemy laryngologiczne
i neurologiczne. Marcin przeszedł kilka operacji w Białymstoku i w
Warszawie (XI - XII 2009 r. - m. in. usuwanie krwiaków, wodogłowia,
wymiana zastawki odprowadzającej płyn mózgowo-rdzeniowy do brzucha). Stan
syna znacznie się pogorszył. Mówi bełkotliwie, ma problemy z połykaniem,
jedzeniem. Jest bardzo słaby. Lekarze dają nadzieję, że stan syna poprawi
się wraz z upływem czasu i ewakuacją powietrza z głowy. Czekamy z
niepokojem na badania (RM, CT) w Warszawie w marcu 2010 r., po których
zapadną decyzje co dalej.
A Marcin, Marcin bardzo ciężko codziennie ćwiczy, żeby wrócić do dawnej
formy, ćwiczy i nie poddaje się.
A przed chorobą:
Marcin zawsze lubił się uczyć, był sumienny i obowiązkowy. Byliśmy bardzo
dumni kiedy przynosił kolejne świadectwa z biało-czerwonym paskiem.
Uwielbiał zwłaszcza języki obce, których uczył się także poza szkołą. Od
lat grał też w tenisa ziemnego, stołowego a w wakacje pływał kajakiem. Był
bardzo przystojnym, ładnie zbudowanym młodym facetem (186 cm wzrostu).
Lubił fajnie się ubrać - koszula, marynarka, odlotowe spodnie, pasek itp.
Rano urządzaliśmy wyścigi do łazienki, bo Marcin pachnący wychodził z niej
po prawie godzinie. Bardzo inteligentny, kulturalny, oczytany, z olbrzymią
wiedzą o świecie, polityce i gospodarce. Chętnie też pomagał w domu i
ogrodzie. Był czułym synem, potrafiącym okazać miłość i przywiązanie.
Piszemy “był” a Marcin taki po prostu jest. Cały czas. Choroba nie
zmieniła go a “tylko” z powodu fizycznych ograniczeń jest mu trudniej
okazywać wszystko to, co wcześniej było o wiele prostsze. Choroba pokazała
też innego Marcina: bardzo cierpliwego. To, w jaki sposób z uśmiechem
“znosi” swoją sytuację, jest wręcz niewiarygodne...
"nic się nie
zmieniło"
bardzo kochamy naszego syna
Rodzice: Małgorzata i Grzegorz Borowscy.
Marcin po przebytych operacjach ma problemy z wyraźnym mówieniem.
Pomimo to zdobył się na tyle, na ile był w stanie, aby powiedzieć kilka
słów o sobie specjalnie dla Czytelników własnej strony...
Marcin o sobie samym:
Jestem normalnym, 20-letnim chłopakiem z "lekką" niedyspozycją.
Przeszedłem ciężką operację wycięcia guza mózgu, śpiączkę - nie pamiętam
ponad roku...
Mimo kalectwa(leżę w łóżku), uwielbiam tematy motoryzacyjne
i związane z telefonią komórkową. Słowem gadżeciarz ze mnie pełną gębą:)
Poza tym lubię szkołę. Może nie wszystko mi się podoba, ale języki obce
bardzo.
Zapomniałem o kilku ważnych rzeczach. Czas wolny od ćwiczeń poświęciłbym
jeszcze na czytanie książek. Jest to jednak na razie niemożliwe, bo mam za
słabe ręce. Od czego jednak rehabilitacja? Czas pokaże...
Zobacz fotki Marcina
|